Malutki, tani do bólu i formalnie nie samochód, tak Fiat miesza na rynku miejskich elektryków
Dwa miejsca, 45 km/h i do 75 km zasięgu. Elektryczny Topolino startuje od 8995 funtów, około 12 000 dolarów, i wskrzesza legendę Fiata z lat 30. Uroczy, tani i wyłącznie do miasta.
Zupełnie nowy samochód elektryczny. Z gwarancją fabryczną. I jeden z najtańszych sposobów, żeby przesiąść się na prąd — brzmi zbyt pięknie, by było prawdziwe. A potem pojawia się haczyk: to w ogóle nie jest samochód. Fiat otworzył w Wielkiej Brytanii zamówienia na elektrycznego Topolino i formalnie nie jest to auto, lecz czterokołowiec. Cena startuje od £8995 — około $12 000 po obecnym kursie.
Pod skromnym nadwoziem kryją się silnik elektryczny o mocy 6 kW i akumulator 5,5 kWh. Prędkość maksymalna: 45 km/h, zasięg WLTP: do 75 km. W skali samochodowej to nic. Ale Fiat wcale nie udaje: Topolino nie próbuje zastąpić prawdziwego auta. Jego żywioł to miejskie kwartały, krótkie trasy, drobne dostawy, weekendowe wypady do domku, kurorty i codzienne przejazdy, które nigdy nie wychodzą na szybką drogę.
Obsługa nie może być prostsza: jednobiegowa przekładnia i trzypozycyjny wybierak — Drive, Neutral, Reverse. W środku dwa przesunięte fotele i do 63 litrów na bagaż. Jest nawet firmowy detal — Dolce Vita Box, materiałowy schowek na desce rozdzielczej na drobiazgi. I tu tkwi cały sens: Topolino nie sprzedaje praktyczności w stylu Sandero, sprzedaje wizerunek. Retro-design to bezpośredni ukłon w stronę legendarnego Fiata 500 Topolino z lat 1936–1955.
Jego prawdziwym rywalem nie jest Dacia Spring, lecz Citroen Ami i inne lekkie miejskie elektryki. Takie maluchy mają jedną, za to sporą zaletę — śmiesznie niski próg wejścia i minimalne koszty. Minusem są twarde ograniczenia prędkości, zasięgu i uniwersalności. Dla rodziny to drugi albo trzeci pojazd. Jedynym autem nigdy nie zostanie — i wcale do tego nie aspiruje.
Dla wielu kupujących taki pojazd zawsze będzie trudny do uzasadnienia. Ale dla zamkniętych osiedli, parków, carsharingu w miastach wypoczynkowych i flot firmowych format nagle nabiera sensu. Mały Fiat dowodzi prostej rzeczy: w Europie przystępny elektryk coraz mniej jest samochodem, a coraz bardziej czymś pomiędzy autem a osobistym transportem miejskim.