01:39 03-01-2026

Ładowanie akumulatorów LFP do 100%: zalecenia, BMS i praktyka

Wielu kierowców aut elektrycznych trzyma się prostego rytuału: utrzymuje poziom naładowania na 80–90%, a do 100% dobija tylko przed dłuższą trasą. Przy akumulatorach LFP (litowo‑żelazowo‑fosforanowych) logika bywa inna. Widać to nawet w komunikatach samych aut: w przypadku części wersji Mustanga Mach‑E Ford zaleca ładowanie do 100% przynajmniej raz w miesiącu, a w Teslach z LFP producent przez długi czas rekomendował pozostawienie limitu na 100% i osiąganie pełnego naładowania co najmniej raz w tygodniu.

Sedno nie tkwi w tym, że sama chemia LFP woli wysoki stan naładowania; chodzi o system zarządzania baterią (BMS). To on, na podstawie napięcia, prądu i temperatury, szacuje kondycję pakietu oraz zasięg. Ponieważ krzywa napięciowa LFP jest na ogół bardziej płaska w środkowym zakresie, omijanie okresowych ładowań do 100% utrudnia precyzyjną kalibrację. Pełne naładowanie pomaga BMS-owi ustawić granice na nowo i poprawia wiarygodność wskazań: ile energii zostało i jak daleko auto dojedzie.

LFP zwykle jest tańsze w produkcji, uchodzi za bardziej stabilne termicznie i często dłużej zachowuje żywotność, ale wiąże się z kompromisami: ma niższą gęstość energii — czyli, przy równych warunkach, krótszy zasięg — oraz gorsze osiągi w dotkliwym mrozie. Dlatego LFP trafia głównie do przystępniejszych wersji, jak standardowe Tesla Model 3/Model Y i bazowe odmiany innych modeli, przybliżając samochody elektryczne do szerokiej publiczności.

Mimo to traktowanie 100% jako uniwersalnej zasady nie rozwiązuje sprawy. Istnieją dowody, że częste pełne ładowania mogą przyspieszać niepożądane procesy wewnątrz ogniw, choć w realnej eksploatacji wiele aut na LFP notuje jedynie niewielki spadek pojemności nawet przy regularnym dobijaniu do 100%. Najrozsądniej więc słuchać swojego samochodu i instrukcji obsługi: jeśli producent prosi o pełne ładowanie raz w tygodniu albo raz w miesiącu, warto trzymać się właśnie tej wskazówki, zamiast stosować cudze reguły.