Jeszcze kilka lat temu odtwarzacz CD był standardem w praktycznie każdym samochodzie. Dziś to opcja kosztująca niemal 450 dolarów – i tylko dwa modele w całej amerykańskiej ofercie wciąż ją oferują. Subaru WRX i Ascent rocznika 2026 pozostają ostatnimi masowymi nowymi samochodami w USA, dla których producent oferuje odtwarzacz płyt kompaktowych: kosztuje 449,95 dolara w WRX i 450 dolarów w Ascencie.
To nie jest przestarzały system multimedialny, którego po prostu nikt nie zaktualizował. Oficjalne katalogi akcesoriów Subaru na 2026 rok wprost wymieniają jednopłytowy odtwarzacz CD dla obu modeli. W WRX dostępne są osobne wersje urządzenia dla skrzyni manualnej i Subaru Performance Transmission, a sam odtwarzacz montowany jest w konsoli centralnej.
To właśnie miejsce montażu najlepiej pokazuje, co stało się z tą technologią. Deska rozdzielcza WRX jest już zajęta przez 11,6-calowy system multimedialny z usługami smartfonowymi, więc dla fizycznego odtwarzacza po prostu zabrakło miejsca – trafił do schowka. Na tym polega paradoks: kupujący dopłaca 450 dolarów i jednocześnie traci użyteczną przestrzeń w konsoli. Wszystko dla płyt, których prawie nikt już nie słucha.
Jeszcze rok temu lista wytrwałych była dłuższa. Według Cars.com odtwarzacz CD był wciąż dostępny w Subaru Outback i Lexusie IS, ale roczniki 2026 straciły tę opcję po zmianie generacji Outbacka i liftingu Lexusa. Pomijając indywidualne zamówienia Rolls-Royce'a, WRX i Ascent są teraz ostatnimi wielkoseryjnymi modelami amerykańskiego rynku z tą fabrycznie wspieraną opcją.
Ilu kupujących naprawdę jest gotowych dopłacić za płyty – Subaru jeszcze tych danych nie ujawniło. Ciekawsze jest co innego: czy odtwarzacz CD przetrwa kolejny cykl modelowy. Odpowiedź pojawi się w katalogach akcesoriów za rok – pokażą, czy WRX i Ascent pozostaną ostatnią ostoją CD, czy zniknie razem z nimi.