Część za 17 dolarów właśnie przywróciła do życia rozbite superauto. Brytyjski motoryzacyjny youtuber Mat Armstrong kupił uszkodzone McLarena 600LT w Grecji, nie widząc go wcześniej na własne oczy, i wyznaczył sobie brutalny termin: siedem dni. Samochód nie chciał odpalić. Winowajcą okazał się zadziałany bezpiecznik pirotechniczny, a zamiast oryginalnego bloku McLarena Armstrong znalazł kompatybilny element Mercedes-Benz — za jedyne 17 dolarów.
Na tym wymienność się nie skończyła. Do uszkodzonego zawieszenia użyto dolnego wahacza z McLarena 720S. Część nie pasowała wprost: 720S ma zawieszenie hydrauliczne, a 600LT mechaniczny stabilizator, więc wahacz trzeba było dopasować. Pękniętą aluminiową odlewaną zawiasę drzwi naprawiono spawaniem, a wystrzelone pasy bezpieczeństwa trafiły do specjalistów, którzy odbudowali napinacze.
I właśnie w tym miejscu historia przestaje być tylko anegdotą o taniej części. Wahacz zawieszenia, pirotechniczny element instalacji elektrycznej, napinacze pasów — to wszystko podzespoły, od których zależy bezpieczeństwo. Autoblog wyraźnie zaznacza, że ekipa nigdy nie miała oficjalnej wyceny ubezpieczeniowej stanu auta. Projekt pokazuje więc, na co stać niezależną naprawę, ale nie potwierdza, że odbudowany samochód spełnia fabryczne procedury McLarena.
Baza techniczna 600LT sprawia, że eksperyment jest szczególnie ryzykowny. Pod maską pracuje 3,8-litrowe V8 z podwójnym turbodoładowaniem, dające 592 KM według brytyjskiej normy (realnie około 600 KM), 620 Nm momentu obrotowego i przyspieszenie do 100 km/h w 2,8 sekundy. To nie jest samochód, w którym geometria zawieszenia czy bierne bezpieczeństwo mogą zadowolić się naprawą kosmetyczną.
Finalny rachunek za projekt wyniósł około 141 000 dolarów, wliczając gotowy, jeżdżący, odbudowany samochód. Źródło nie podaje dokładnego podziału na zakup, części i robociznę, więc nazywanie wprost 141 000 dolarów „kosztem naprawy” byłoby mylące.
Dla Armstronga szukanie części poza oficjalnym katalogiem to nie nowa sztuczka. Przy innym projekcie zbił koszty utrzymania Bugatti Veyron, znajdując szereg masowo produkowanych części zamiast dużo droższych wariantów z oficjalnego łańcucha dostaw. Wtedy finalny rachunek za serwis wyniósł 1193,83 funta — wobec wcześniej rozważanych 25 000 dolarów.
Historia 600LT pokazuje coś ważniejszego niż różnicę między 17 dolarami a ceną fabrycznego bloku: nawet w superaucie produkowanym w małej skali część problemów da się rozwiązać standardowymi częściami motoryzacyjnymi, podczas gdy inne podzespoły wymagają indywidualnej obróbki metalu i specjalistycznej naprawy. Granica między sprytną oszczędnością a ryzykownym kompromisem przebiega dokładnie przez bezpieczeństwo — a siedmiodniowy termin tego nie zmienia.