Niemiecki przemysł motoryzacyjny wielokrotnie stawiał czoła trudnym wyzwaniom, jednak obecny kryzys ma zupełnie inny charakter. To nie jest zwykłe przejściowe załamanie, lecz głęboka transformacja rynku, w której dotychczasowe atuty tracą znaczenie.

W ostatnich dekadach niemieckie marki wielokrotnie udowadniały, że potrafią się dostosować. Kryzysy lat 70., spadki sprzedaży, błędy strategiczne, a nawet globalne skandale były pokonywane dzięki rozwiązaniom inżynieryjnym i mocnym produktom. Dzisiejsza sytuacja jest jednak inna. Chiny przestały być tylko rynkiem zbytu, stając się pełnoprawnym ośrodkiem przemysłowym, który dziś kontroluje kluczowe technologie pojazdów elektrycznych i wyznacza tempo rozwoju branży.

Chińscy producenci szybciej opanowali baterie, oprogramowanie i modułowe platformy, które stanowią podstawę współczesnego samochodu. Niemieckie firmy, długo opierające się na technologiach diesla i benzyny, straciły czas i teraz muszą nadrabiać zaległości. Dodatkową presję wywierają rosnące koszty, spowolnienie popytu w Europie oraz narastający protekcjonizm na zewnętrznych rynkach, w tym w Stanach Zjednoczonych.

Wypowiedzi kierownictwa głównych koncernów wyraźnie pokazują skalę problemu. Volkswagen mówi o konieczności restrukturyzacji biznesu, planując zamknięcie zakładów i redukcję dziesiątek tysięcy miejsc pracy. Mercedes, Audi i Porsche podejmują podobne kroki. W przeciwieństwie do poprzednich kryzysów, dziś nie ma oczywistego produktu ani segmentu, który mógłby szybko przywrócić branży stabilny wzrost.