Choć Mini ma obecnie najszerszą gamę modeli w historii, marka nie zamierza rozbudowywać jej o kolejny odrębny model. Zamiast tego koncentruje się na wariantach, opcjach i personalizacji – zwłaszcza w obrębie gamy John Cooper Works, która w ubiegłym roku zanotowała rekordową sprzedaż.

Nowy szef Mini, Jean-Philippe Paren, ujawnił te plany podczas salonu samochodowego w Pekinie. Dołączył do brytyjskiej marki pod koniec ubiegłego roku, mając za sobą szereg kierowniczych ról w BMW Group, a teraz konsekwentnie wdraża strategię: pięć modeli w zupełności wystarczy. W skład tej piątki wchodzą już elektryczny Cooper, odświeżone trzydrzwiowe i pięciodrzwiowe Coopery z silnikami spalinowymi, crossover Countryman oraz nowy, elektryczny Aceman.

Paren argumentuje, że dla stosunkowo niewielkiej marki to i tak wyjątkowo szeroka gama. Kolejnym logicznym krokiem nie jest więc dodawanie kolejnego typu nadwozia, tylko poszerzenie palety wersji. Najbardziej oczywistym kierunkiem jest linia John Cooper Works.

Paren oświadczył, że Mini agresywnie rozwija submarkę JCW, podkreślając wiarę firmy w auta spalinowe i przywołując rekordowy wynik sprzedaży tej linii w minionym roku. W praktyce oznacza to, że usportowione Mini z benzynowymi silnikami nie zamierzają chować się w cieniu elektryków. Wręcz przeciwnie – linia JCW może się okazać gwarantem zachowania kluczowych cech marki: kompaktowych gabarytów, sztywniejszego zawieszenia, charakterystycznego brzmienia i poczucia, że to małe auto kupuje się z pobudek wykraczających poza czystą pragmatykę.

Salon samochodowy w Pekinie 2026 / stoisko MINI
B. Naumkin / Tarantas.News

Mini zmienia też podejście do poziomów wyposażenia. Przy okazji niedawnej modernizacji gamy firma próbowała uprościć proces konfiguracji, ale szybko okazało się, że klientom to nie odpowiada. Paren przyznał, że marka miała wizję uproszczeń, ale zdała sobie sprawę, że nie do końca trafia ona w gusta nabywców. Dlatego teraz konfigurator znów udostępnia indywidualne opcje, dając klientom więcej swobody w dopasowywaniu samochodu do własnych upodobań.

Taka logika do Mini pasuje idealnie. Dla marki masowej dziesiątki lakierów, listw i pakietów to produkcyjny koszmar. W Mini personalizacja od dawna jest jednak wkalkulowana w cenę. Jak bez ogródek stwierdza Paren, indywidualne konfiguracje przekładają się nie tylko na zysk, ale i na istotę marki – każdy egzemplarz Mini ma być niepowtarzalny.

Marka zamierza też kontynuować wypuszczanie edycji specjalnych i kolaboracji. W ostatnim czasie pojawiło się już kilka takich realizacji, a teraz zespół szuka kolejnych, świeżych pomysłów. Według zapowiedzi, do brytyjskiego dziedzictwa podchodzi się tutaj z wyczuciem – powinno być w nim dość rozpoznawalnych cech, by coś znaczyło, ale bez przerysowania i karykaturalnego bawienia się retro.

Mini nie dodaje nowych modeli, ale daje więcej powodów, by zajrzeć do konfiguratora. Dla niewielkiej marki taki kierunek może się okazać bardziej opłacalny niż wypuszczanie kolejnego crossovera tylko po to, by zaliczyć następną pozycję w gamie.