Toyota podjęła decyzję, której nikt się nie spodziewał: tylne siedzenia zniknęły, a najbardziej ekstremalna jak dotąd GR Corolla stała się jeszcze bardziej radykalna. Nowe GRMN nie zyskało ani jednego konia mocy — za to jest lżejsze, sztywniejsze i przystosowane do wielogodzinnej jazdy na torze.
Turbodoładowany trzycylindrowy silnik o pojemności 1,6 litra wciąż rozwija 300 KM — Toyota najwyraźniej świadomie zrezygnowała z pogoni za mocą. Za to moment obrotowy w wersji amerykańskiej wzrósł z 400 do 410 Nm. Jedyną dostępną skrzynią pozostaje sześciobiegowa „manualna” z automatycznym dogazowaniem, a napęd na wszystkie koła GR-FOUR otrzymał osobne strojenie elektroniki.
Największa zmiana wcale nie kryje się pod maską. Toyota usunęła tylną kanapę, zamieniając Corollę w ściśle dwuosobowy hatchback i ścinając masę o około 30 kg — do 1460 kg. Maska, przednie błotniki, elementy aerodynamiczne i regulowane skrzydło są teraz wykonane z włókna węglowego.
Zawieszenie zyskało jednorurowe amortyzatory z wewnętrznymi sprężynami odbicia. Na kutych 18-calowych felgach osadzono półslicki Michelin Pilot Sport Cup 2 w rozmiarze 245/40. Dodatkowa chłodnica, system zraszania intercoolera i osobne kanały powietrzne mają utrzymać temperaturę pod kontrolą podczas długiej jazdy na dużej prędkości.

Pod względem filozofii GRMN jest bliskie najbardziej surowym wersjom Hondy Civic Type R i Volkswagena Golfa R. Ale Toyota idzie dalej niż obie: poświęca tylne miejsca i codzienną użyteczność na rzecz mniejszej masy i stabilności na torze. Opony Cup 2, ograniczona praktyczność i drogie elementy z włókna węglowego to cena, której nie każdy chce zapłacić. To auto nie jest dla każdego, i Toyota doskonale o tym wie.
Toyota oficjalnie potwierdziła liczby: 64 360 dolarów i zaledwie 730 egzemplarzy na cały świat. Sprzedaż ograniczono ściśle do Ameryki Północnej, Japonii i Australii, a dostawy ruszą pod koniec lata.