BMW M3 CS z sześciobiegową skrzynią manualną zamieniło się w towar deficytowy znacznie szybciej, niż ktokolwiek przewidywał. Popyt na wersję z trzema pedałami w USA jest tak duży, że dealerzy już teraz układają listy oczekujących — a to mimo jednego niewygodnego szczegółu. W odróżnieniu od większości wcześniejszych modeli CS, nowy CS nie dostaje przyrostu mocy względem standardowej M3. Kupującym zdaje się to nie przeszkadzać.
Najbardziej kusi ich nie liczba koni mechanicznych, lecz sama konfiguracja. To tylnonapędowa BMW M3 generacji G80 z silnikiem S58, ustawieniami i detalami CS, sześciobiegowym manualem oraz mocnymi kolorami w stylu Imola Red i Techno Violet. Dla amerykańskich fanów BMW M to niemal idealny przepis. USA pozostają dziś jednym z głównych rynków dla ostrych BMW z „ręczną” skrzynią — i Monachium to usłyszało.
Według wstępnych danych na rynek amerykański trafi około 800–900 egzemplarzy M3 CS z manualem. Podział jest twardy: dealerzy BMW M mają podobno dostawać po dwie sztuki, zwykłe salony — mniej więcej po jednej, jeśli kwoty nie zostaną przesunięte. W efekcie u wielu sprzedawców już ustawiają się kolejki, a część dealerów żąda solidnej dopłaty ponad cenę zalecaną.
I tu właśnie kryje się paradoks. Podczas gdy większość marek po cichu chowa manualne skrzynie biegów, BMW M3 CS z trzema pedałami wywołuje szał właśnie dzięki nim. Brak przyrostu mocy nikogo nie odstraszył. Dla tych kupujących liczą się rzadkość, napęd na tył i manual — tym bardziej że wszystkie trzy rzeczy mają policzone dni.
Wcześniej koncepcyjny BMW X10 Pickup zapowiedział możliwego pickupa opartego na flagowym SUV-ie marki.