Zdawało się, że Hyundai nie może już wycisnąć więcej pieniędzy ze swojego flagowego SUV-a. A jednak. Za Hyundaia Ioniq 9 Blackline w Niemczech trzeba zapłacić od 89 950 euro. Ale nowy szczyt gamy to nie zwykła droga „czarna” wersja specjalna — równie wyposażony Ioniq 9 UNIQ Performance kosztuje nawet więcej. I właśnie w tym tkwi cały trik.
Napędzany na cztery koła UNIQ z tymi samymi 428 KM kosztuje 88 100 euro. Panoramiczny dach dolicza 1350 euro, lakier Abyss Black — kolejne 1050 euro. Wychodzi 90 500 euro. Blackline z tymi samymi elementami w standardzie jest tańszy o 550 euro. Oszczędność jest więc realna. Kupujący traci jednak swobodę wyboru: dla nowej wersji przewidziano wyłącznie czarne nadwozie i czarne wnętrze.
Technika za to nie zmieniła się ani o jotę. Dwa silniki elektryczne dają łącznie 428 KM i 700 Nm, a bateria o pojemności 110 kWh zapewnia do 600 km zasięgu w cyklu WLTP. Sprint do 100 km/h zajmuje 5,2 sekundy, prędkość maksymalna jest ograniczona do 200 km/h, a deklarowane zużycie energii to 20,6 kWh na 100 km. Blackline wyróżnia się czarnymi emblematami, relingami dachowymi, 21-calowymi felgami i napisem Ioniq 9.
We wnętrzu pojawiły się ciemny nagłówek, czarna listwa drzwiowa i dekoracyjne elementy w czarnym chromie. Panoramiczny dach jest wliczony w cenę. Cyfrowe lusterka zewnętrzne kosztują dodatkowe 1400 euro. Za 1000 euro siedmioosobową kabinę można zamienić na sześcioosobową: pakiet Swivel wprowadza obrotowe fotele drugiego rzędu, a Relax dodaje elektryczne fotele z zagłówkami i podpórkami na nogi.
Komu więc naprawdę opłaca się Blackline? Najwięcej sensu ma dla kupującego, który i tak planował zamówić najmocniejszego Ioniqa 9 w czerni i z panoramicznym dachem. W pozostałych przypadkach wersja topowa raczej ogranicza wybór stylistyczny, niż realnie poszerza wyposażenie — osobliwa cena za ekskluzywność, skoro technicznie nie ma za co dopłacać.