Czasem wystarczy jedno spojrzenie — ten Chevrolet nigdy nie był robiony do spokojnych niedzielnych przejażdżek. Chevrolet Impala SS Convertible z 1966 roku jedzie na aukcję Mecum w Harrisburgu. Duży amerykański kabriolet z tamtej epoki, kiedy Impala dawno przestała być tylko bogatszą wersją Bel Air i sama stała się symbolem stylu. Przemalowany na intensywne niebieskie, z białym winylowym dachem składanym kryjącym czarne wnętrze i parę foteli kubełkowych z przodu.
A teraz najciekawsze. Pod maską siedzi Big Block 427 cali sześciennych o pojemności 7,0 litra, sparowany z czterobiegową manualną skrzynią Muncie M20. Dla kabrioletu Chevroleta z lat sześćdziesiątych to rzadkie połączenie: efektowny wygląd i prawdziwe mechaniczne zaangażowanie w jednym nadwoziu.
Wyposażenie też nie należy do skromnych. Elektrycznie sterowany dach, konsola środkowa, wspomaganie kierownicy, wspomagane hamulce tarczowe z przodu, klimatyzacja Vintage Air, dodatkowe wskaźniki. Felgi Cragar SS i opony BFGoodrich Radial T/A z białymi napisami dopełniają obraz — ten rodzaj detalu, za który kolekcjonerzy chętnie dopłacą.
Do 1966 roku Impala zdążyła przejść długią drogę. Pierwsza generacja pojawiła się pod koniec lat 50. jako flagowy model Chevroleta. W 1961 roku w historii modelu po raz pierwszy pojawił się emblemat SS. A w 1965 nadszedł prawdziwy zwrot: Impala dostała zupełnie nową bazę z ramą perymetryczną zamiast starej ramy X-Frame. Sprzedaż wystrzeliła w górę — ponad milion samochodów w ciągu jednego roku.
Rok później design lekko odświeżono. Nowy grill, przeprojektowana deska rozdzielcza, prostokątne tylne lampy w miejsce dawnych okrągłych triady. Dla kolekcjonerów Impala SS Convertible to nie tylko kwestia mocy. To duży odkryty Chevrolet z odpowiednią pozycją za kierównicą, dużą ilością chromu, długim nadwoziem i silnikiem, który zamienia spokojną przejażdżkę w wydarzenie.
Aukcja odbędzie się w piątek 24 lipca. Czasem wartość klasyka nie tkwi w tym, że jest niepowtarzalny do ostatniej śrubki. Tkwi w tym, że auto wciąż wygląda, jakby było gotowe na letni wieczór z opuszczonym dachem — jakby tych sześćdziesięciu lat w ogóle nie było.