Premierą tego trudno nawet nazwać, i właśnie o to chodzi. Na salonie BIMOS 2026 w Busan Kia wytoczyła na stoisko ani koncept, ani ultrarozjuszoną wersję GT, lecz najzwyklejszego EV3 — kompaktowego elektrycznego crossovera, który od roku jeździ już po Korei i Europie. I właśnie ta codzienność uderza mocniej niż jakakolwiek olśniewająca premiera: marka pokazuje nie to, czym chce błyszczeć, ale to, na co naprawdę stawia.
Na zdjęciach widać dokładnie EV3, nie ostrzejszą wersję EV3 GT — i to ma znaczenie. Stylistykę poznaje się od razu: wysokie nadwozie, czarne słupki, kontrastowe nadkola, pionowe światła Star Map i charakterystyczny przód Digital Tiger Face, niemal zerżnięty z większego EV9. Pod względem wymiarów crossover jest wyraźnie bardziej kompaktowy od EV6: długość — 4300 mm, szerokość — 1850 mm, wysokość — 1560 mm. To auto do miasta. Bez pretensji, ale ze stylem.
Technika idzie w parze z filozofią. Żadnych rekordów — jedynie czytelny balans. Wersje podstawowe dostają jeden silnik elektryczny na osi przedniej: 150 kW, czyli 204 KM, i 283 Nm. Do setki sprint zajmuje 7,5 sekundy. Do wyboru baterie 58,3 lub 81,4 kWh, a wariant Long Range obiecuje nawet 600 km zasięgu WLTP. Szybkie ładowanie też utrzymuje stonowany ton: od 10 do 80% około pół godziny. Tyle, ile trzeba na kawę. Nie więcej.
A przecież ostra odmiana już istnieje. EV3 GT kosztuje w Korei 53,75 mln wonów — około 37 000 dolarów. Napęd na cztery koła, 288 KM, 468 Nm, sprint do setki w 5,7 sekundy. Wydawałoby się — idealny kandydat na gwiazdę każdego stoiska. Ale w Busan Kia świadomie wypchnęła na pierwszy plan zwykłego EV3. I to, szczerze mówiąc, jest uczciwsze od każdej kampanii marketingowej: sprzedaje się nie marzenie, lecz auto, które ludzie naprawdę kupują.