Ten Suzuki zamienił umierający silnik benzynowy na baterię, a zajęło to tylko pięć dni

Ten Suzuki zamienił umierający silnik benzynowy na baterię, a zajęło to tylko pięć dni
Скриншот Youtube
Vlad Komarov
Autor: Vlad Komarov

Uszczelka pod głowicą tego Suzuki puściła dwa razy. Właściciel wyrwał więc silnik benzynowy do reszty i wstawił zamiast niego silnik elektryczny 72 V, za mniej niż 5000 dolarów.

Pięć dni, mniej niż 5000 dolarów — a stary silnik benzynowy trafił na złomowisko historii. Właściciel Suzuki SJ410 po raz drugi przebił uszczelkę pod głowicą i postanowił: koniec z tym. Zamiast naprawiać 45-konny silnik benzynowy, terenówka dostała silnik elektryczny o mocy zaledwie 9 KM, a jej zasięg skurczył się do 32–48 km. Ulepszenie? Raczej odwrotnie — a mimo to działa.

Autor projektu, The Life of Troy, użył 72-woltowego silnika prądu stałego D&D Motor Systems oraz sterownika Alltrax na 500 A. Silnik połączono za pomocą płyty adaptacyjnej z fabryczną pięciobiegową skrzynią manualną. Sprzęgło zniknęło, ale biegi i skrzynia rozdzielcza zostały na miejscu — terenówka nie straciła napędu na cztery koła. W oryginalnym filmie samochód nazwano Suzuki SJ410; Jimny i Samurai to nazwy rynkowe spokrewnionej rodziny kompaktowych terenówek Suzuki.

Zasilanie zapewnia bateria litowo-żelazowo-fosforanowa stosowana w wózkach golfowych: 72 V, 105 Ah. To około 7,6 kWh — niemal dziesięć razy mniej niż bateria we współczesnym masowym elektryku. Akumulator zajął miejsce baku paliwa, ładuje się z domowego gniazdka 120 V przez około pięć godzin i pozwala rozpędzić się do około 80 km/h. Niewiele. Ale do miasta w sam raz.

Trzy najdroższe komponenty kosztowały łącznie 3644 dolary: 929 dolarów silnik, 815 dolarów sterownik i około 1900 dolarów bateria. Reszta budżetu poszła na ładowarkę, przetwornicę napięcia, płytę adaptacyjną, kable, mocowania i okablowanie. Sam samochód i pięć dni własnej pracy właściciela nie wliczają się w tę sumę — nikt ich nie policzył.

Sekret tego tempa to konsekwentne odcinanie wszystkiego, co zbędne. SJ410 nigdy nie miał podciśnieniowego wspomagania hamulców, więc nie była potrzebna osobna elektryczna pompa próżniowa. Właściciel zrezygnował też z jakiejkolwiek złożonej integracji z nowoczesną elektroniką samochodową i zostawił seryjną skrzynię biegów bez zmian.

Ale niska cena ma swoją cenę — twardą specjalizację. Szacowane zużycie energii to około 158–236 Wh/km, a 9-konny układ jest przeznaczony przede wszystkim do krótkich miejskich tras. Chcecie większego zasięgu? Trzeba dodać baterie — a wraz z nimi natychmiast rosną masa, koszty i czas ładowania. Kolejny test dla projektu: dane o masie auta, ochronie baterii i zachowaniu napędu elektrycznego w terenie.

Najnowsze materiały