Ferrari na nowo definiuje aktywną aerodynamikę — i wyrzuca połowę mechaniki

Ferrari na nowo definiuje aktywną aerodynamikę — i wyrzuca połowę mechaniki
uspto.gov
Vlad Komarov
Autor: Vlad Komarov

Ferrari opatentowało tylne skrzydło bez aktuatorów. Trik? Cała robota spoczywa na zawieszeniu. I może to zmienić wszystko w świecie elektryków.

Podczas gdy cała branża dorzuca kolejne silniki, czujniki i elektronikę, Ferrari robi krok w tył — i właśnie dlatego robi krok do przodu. Świeży patent z Maranello opisuje tylne skrzydło, które zmienia kąt natarcia bez osobnego, skomplikowanego aktuatora. Zamiast tego łączy się bezpośrednio z aktywnym zawieszeniem samochodu.

Logika jest genialnie prosta. Zawieszenie i tak cały czas pracuje z położeniem nadwozia: przy hamowaniu, przy przyspieszaniu, w zakrętach, na każdej nierówności. Po co więc dublować tę pracę osobnym mechanizmem? Ferrari chce wykorzystać ten ruch bezpośrednio — aby zmieniać kąt natarcia skrzydła, regulując docisk i opór powietrza.

W supersamochodach pomysł wygląda niemal bezczelnie sprytnie. Aktywne skrzydła zazwyczaj ciągną za sobą cały orszak aktuatorów, czujników, mocowań i żmudnej kalibracji. Tu? Żadnego osobnego aktuatora. Mniej masy. Mniej punktów awarii. I znacznie mniej inżynierskich migren. Ferrari ma w tej kwestii już jednego asa w rękawie: aktywne zawieszenie zadebiutowało w modelu Purosangue, a Alfredo Scifo, szef inżynierii podwozia modeli GT, nazwał je największym pojedynczym skokiem technologicznym w podwoziu ostatniej dekady.

Tylko nie wpisujcie nowinki od razu w plan produkcji. Patent to nie auto w salonie. Ferrari nieustannie zastrzega pomysły, które nigdy nie opuszczają laboratorium lub pojawiają się jedynie w drogich edycjach limitowanych. Ale kierunek myślenia jest wymowny: gdy rywale komplikują, Maranello uczy się ująć.

Najnowsze materiały